Chcę być szczupła, ale mi się nie chce!

Rewolucyjny sport


Ale największym przełomem był sport. Jestem absolutnie niesportowa. Nienawidzę biegać. Pół szkoły średniej przesiedziałam na zwolnieniu z WF. Kiedy uczyłam się jeździć, nogi mnie bolały nawet od wciskania sprzęgła. Słowem – kondycja kaplica.


Ale kiedy w swoim zeszycie marzeń napisałam, że chcę mieć piękne umięśnione ciało, wszystko się zmieniło. Pomyślałam, że chcę, aby mój szkielet podtrzymywały naprawdę silne i sprawne mięśnie. Że gdy będę niosła 10 kilo zakupów na 5 piętro kamienicy, to nie chcę żadnej zadyszki ani drżenia rąk. Tak to sobie obmyśliłam. I wtedy mnie olśniło. Taniec i pływanie. Dlaczego? Dlatego że do tych dwóch czynności nigdy nie trzeba było mnie zaganiać.


Nie udało mi się swego czasu z bieganiem – mimo że nawet kupiłam buty do biegania za ostanie pieniądze – to pobiegałam niecały tydzień. Nie udało mi się z wieloma rzeczami, do których miałam stosunek średnio entuzjastyczny. Udaje nam się z tym, czego naprawdę bardzo chcemy. Więc – i tu pierwsza i ostatnia rada dla ciebie – jeśli lubisz, jakiś sport, to uprawiaj tylko ten sport, ale regularnie. Żeby Cię zmotywować do działania, powiem, jak to było u mnie.


Coś, co kochasz


Wymyśliłam sobie, że będę pływać, bo uwielbiam wodę. Ten dotyk fal, masujących ciało. Tę ciepłą zupę, w której można się zanurzyć. Ten niesamowity relaks, jaki daje woda. Sęk był w tym, że nie umiałam pływać. Ani odrobiny. Ani na plecach. W ogóle nie umiałam pływać. To nic. Jeszcze tego samego dnia przeszukałam internet pod kątem nauki pływania dla dorosłych. Potem z dwa tygodnie zwlekałam z telefonem, myślałam, że w końcu pieniądze, że mam nieregularny grafik, że przecież trzeba kupić strój, czepek, okulary – a ja nie lubię zakupów – tysiąc wymówek.


Ale zadzwoniłam i zapisałam się! Chodziłam na basen dwa razy w tygodniu. Miałam fantastycznego trenera i super kolegów i koleżanki, którzy też się uczyli pływać od podstaw. I wielką frajdę, że się uczę, że się zmieniam, że będę mieć ekstra nogi, mocne serducho i cudownie dotleniony mózg. Pływanie dało mi niesamowity entuzjazm – szłam na basen w piątek na 20. po całym tygodniu pracy, nieprzytomna, a wychodziłam jak nowo narodzona. Uśmiechnięta, zaróżowiona, przeszczęśliwa, że załapałam styl delfina, albo że już nie krztuszę się wodą przy każdym oddechu, a tylko przy co dziesiątym.