Zadbana kobieta

Teraz ja!


Wiele z nas w dzieciństwie przeszło skuteczny trening, który nas nauczył, gdzie jest nasze miejsce. Niekoniecznie chodzi mi tu o kuchnię i zmywanie garnków, chociaż trochę też; bardziej chodzi mi o to, że nikt nie uczył nas zdrowego egoizmu, myślenia o własnych potrzebach i szukania możliwości, by te potrzeby realizować.


Kobiety przedstawiane są raczej jako te, które „muszą kupić nową sukienkę”, niż te, które mają marzenia i chciejstwa i je realizują. Do zakupu sukienki najczęściej potrzeba pieniędzy, do zrealizowania marzeń czy potrzeb trzeba czasu, energii i wiary, że się uda. Oraz utwierdzenia się w przekonaniu, że naprawdę chcę to zrobić, że to mnie wzbogaci, zmieni na lepsze, wzmocni, uniezależni itd. Często już w fazie rozmyślań rezygnujemy, bo – „nie mam czasu, nie znam języka, jestem za stara, za młoda, za głupia, brak mi doświadczenia, determinacji, umiejętności”.


Ale czy nasza rezygnacja wynika z nas samych, czy z tego, w jaki sposób myślimy o sobie, i z tego, w jaki sposób dajemy się traktować? Bo jeśli nasz przełożony uważa, że możemy pracować dłużej niż inni, a partner, że jesteśmy naturalnie stworzone do wykonywania czynności domowych oraz asystowania w jego sukcesach, a my ich nie wyprowadzamy z błędu, to same powstrzymujemy się od działań. Same narzucamy sobie role, w których nie chcemy występować, ale robimy to z przyzwyczajenia!


Rzadko kiedy myślimy o tym, jakie chciałybyśmy być za trzydzieści lat. Szybciej myślimy o tym, że chciałybyśmy, aby nasze dzieci były zdrowe i szczęśliwe, aby nasze firmy prosperowały, aby nasi partnerzy byli w dobrym zdrowiu. Nie myślimy o sobie, pozwalamy, żeby nasze życie płynęło, a my nie kształtujemy świadomie koryta tej rzeki.